wtorek, 29 listopada 2011

portret



Coś ostatnio nie mam kompletnie weny do krzyżykowania, czasu zresztą też nie. A jeszcze muszę wreszcie wziąć się za przygotowanie paczuszki na książkową wymiankę. Skoro u mnie na razie pustkowie w sferze twórczości, pokażę Wam dzieło mojego niedoszłego jeszcze męża. Parę lat temu (ok.4) postanowił wyszyć portret naszej córki. Wtedy oboje dopiero zaczynaliśmy przygodę z xxx. Wzór jest przerobiony Haftixem, trochę nieporadnie, ale grunt, że na tej kanwie faktycznie widać twarzyczkę naszej Mai. Na razie nie widać końca tego obrazu, na obecną chwilę wylądował w szafie, ale może kiedyś doczeka się finału. Uznałam jednak, że czymś takim należy się pochwalić światu...



Dziękuję wszystkim za bardzo miłe komentarze.

2 komentarze:

  1. ale pracy musiałaś w to włożyć! portrety są pracochłonne, wiem coś o tym :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń